Co Ja robię?! …cd
10 07 2008Jak zaczynałem trzeźwieć?…
… na początku był detoks, oczywiście nie pierwszy, ale ten miał być ostatni… Trzy, czy cztery dni spędzone na zamkniętym oddziale, pod kroplówkami, trzy bardzo długie i bolesne dni! Bolesne fizycznie i psychicznie… i ten strach! Co dalej, czy dam radę, czy można żyć i nie pić, a może nie warto, może wyjść i się zapić?! Wiele pytań, żadnej odpowiedzi… nawet nie byłem pewien, czy będę mógł po wyjściu z oddziału wrócić do żony, do domu… Przy wyjściu z oddziału podjąłem decyzję o leczeniu… była to dla mnie ostatnia deska ratunku! Ja już byłem na dnie, teraz albo mogłem spróbować się podnieść, albo…
Po wyjściu z oddziału wróciłem do domu, żona dała mi kolejną szansę, szansę też dostałem w pracy… obiecano mi, że po leczeniu będę mógł wrócić i dalej pracować… Teraz tylko pozostało czekać! Na miejsce na Terapii Uzależnień czekało się wtedy nawet miesiąc… Po powrocie odrazu pierwszego dnia poszedłem na spotkanie grupy AA! Wszystko to było dla mnie takie dziwne, nie mogłem zrozumieć, co sie ze mną dzieje, byłem jednak tak bardzo zmęczonym piciem, że było mi wszystko jedno co się ze mną będzie dziać! Dla mnie ważne było tylko to, że nie piłem! W ciągu kolejnych dwóch tygodni byłem na sześciu spotkaniach grupy AA i cztery razy u terapeuty w poradni antyalkoholowej, co było między innymi warunkiem przyjęcia na terapię! Po dwóch i pół tygodniach “cudem” znalazłem się na terapii! Nie wiedziałem czy to mi pomoże, nie byłem pewien, że tego chcę… Terapia była dla mnie w tym momencie ucieczką przed samym sobą, ucieczką przed problemami, kłopotami, długami… Ucieczką przed spojżeniem w oczy najbliższym… żonie, dzieciom! W tych dwóch miesiącach leczenia widziałem jedyną szansę przerwania picia, zregenerowania organizmu, uspokojenia swojego sumienia i ułożenia wszystkich spraw wokół mnie! Ale to wszystko nie było takie łatwe i proste… ale o tym już następnym razem!