Wydarzyło się…
9 10 2009…sześć lat temu.
Tak! Stało się! To co czułem jadąc rano z mamą do szpitala w Zalesiu… bardzo dobrze opisują Dick Selvig i Don Riley pisząc: „Picie przybiera okropną formę: pijący chce utopić w alkoholu grożącą mu klęskę. Odczuwa bezgraniczną samotność i rozpacz. Teraz, kiedy narastają w nim wyrzuty sumienia, poczucie winy, wstyd i zwątpienie w siebie samego, pije wręcz samobójczo. Czuje się przeraźliwie samotny i zapomniany. Nikt go nie rozumie. Chce odciąć się od świata, ponieważ alkohol, który dał mu swego czasu tyle radości i złudzeń, teraz uwalnia od przeraźliwego wstydu. Świadomość, że sam siebie zniszczył dobrowolnym szaleństwem, dręczy jego sumienie i przyprawia o wielki smutek. W tej ostatniej fazie jest samotny ponad wszelkie wyobrażenie i przekonany o tym, że niczego nie dokonał”.
Selvig i Riley wyróżniają trzy ważne elementy kryzysu: wstyd, poczucie winy i samotność. Często się zdarza, że alkoholik myli dwa pierwsze uczucia i ocenę swojego postępowania utożsamia z oceną siebie: jeśli postąpił źle, uważa, że jest zły. W efekcie izoluje się, myśli o sobie: „Jestem gorszy, nikt mnie nie lubi, jestem nikomu niepotrzebny”, czuje się samotny. Skutecznym i znanym sposobem na poradzenie sobie z cierpieniem, które wiąże się z takim przeżywaniem, jest picie. Błędne koło się zamyka – alkoholik, aby uciec od cierpienia, zaczyna pić i z tego powodu cierpi. Tak wygląda jego życie: picie, cierpienie, picie, cierpienie, picie, cierpienie… i tak bez końca.
…tak, ja już sam nie potrafiłem wyrwać się z tego obłędu. Musiałem skorzystać z pomocy… Jeżeli myślicie, że tak łatwo dostać się na oddział DETOKSU, to jesteście w błędzie… ale o tym już następnym razem!
…wspomnę jeszcze tylko, że jadąc oczywiście do szpitala, pod pretekstem zakupu wody i soku do picia wstąpiliśmy do sklepu i tam oczywiście kupiłem dwie setki żołądkowej gorzkiej…