Powracam…
31 01 2010Witam! Poprzednim wpisem chciałem zapoczątkować mój powrót… nie tylko na bloga, ale i do życia… Może to brzmi troszkę pompatycznie, ale nie to jest istotne. Przepraszam Wszystkich, którym nie odpisałem na listy. Postaram się nadrobić wszystkie zaległości. Przepraszam, za nieobecność… dziękuję za ciepłe słowa i wsparcie, które praktycznie codziennie od Was otrzymywałem. A, więc zaczynam…
Bardzo sie cieszę, że pan do nas wrócił
A juz myslalem ze mnie olales
Niewazne.., wazne ze sié pozbierales. Trzymam kciuki i pozdrawiam!
Po mojej pierwszej terapii nie piłem ponad 8 lat. Potem piłem 4lata. Teraz nie piję ponad 5 lat. Ludzie mnie pytają czy nie żal mi tych 8 lat. Ja odpowiadam że żałuję tych 4 lat które straciłem. Powiadam że trzeźwienie nie polega na biciu rekordów, że w proces mojego trzeźwienia ktoś wkalkulował to moje zapicie. Liczy się tylko dzień dzisiejszy, i to czy potrafię wykorzystać doświadczenia z mojego zapicia, czy nie pójdzie ono na marne. Te 4 lata picia wryły się w moją pamięć o wiele głębiej niż 8 lat trzeźwości. W trakcie tych 8 lat wydawało mi się że jestem Piotrem-opoką, a okazało się że jestem tylko Pawłem który upada. Nic to, ważne że się podniosłem i znowu trzymam głowę wysoko. Nawet gdyby mi znowu przyszło upaść, to najważniejsze jest żebym zawsze zdołał się podnieść. Życzę Ci pogody ducha i …witaj w domu. Stefan
Krzysiu… odezwę się wkrótce…..